Skierniewicka Gazeta Podziemna nie uznaje tematów tabu, nie uczestniczy w towarzystwach wzajemnej adoracji, nie uznaje zobowiązań wobec żadnych koterii i lobby. SKCGP za cel stawia sobie pracę organiczną w interesie dobra wspólnego w skali lokalnej. Gazeta opiera się na uczciwości, bezinteresowności i dążeniu do prawdy siłami obywateli zwanych dziennikarzami społecznymi. Dziennikarzem takim może zostać każdy, kto potrafi napisać rzeczowy, zwięzły artykuł na poziomie przedwojennego maturzysty. Artykuł wystarczy wysłać e-mailem na adres redakcji: skcgp małpa op.pl Tekst musi być oryginalny i podpisany co najmniej nickiem, lub adresem e-mail. Redakcja nie ingeruje w teksty, nie koryguje błędów ortograficznych, nie uznaje zaświadczeń o dysleksji ani dysortografii. Warunek publikacji jest jeden. Piszemy o konkretnych sprawach lokalnych. Inaczej mówiąc nie interesują nas dywagacje ogólnoludzkie, ogólnoświatowe, ani nawet krajowe.

sobota, 29 marca 2014

Doktor Jacek Sawicki na prezydenta!



Walkę o reelekcję potwierdza Leszek Trębski, prezydent miasta. Kontrkandydatami będą: lider opozycji Krzysztof Jażdżyk, radny rady miasta (popierany przez SLD, PSL); Dariusz Seliga – poseł Prawa i Sprawiedliwości. Wydaje się, że czwartym kandydatem będzie aktualnie sprawujący urząd zastępcy prezydenta miasta Piotr Łyżeń, szef miejscowych struktur PO.

Głos z 27.03.2014.r. Artykuł pt: „16 listopada: wybierać będziemy radnych i prezydenta Skierniewic” autorstwa pani Anny Wójcik Brzezińskiej.

No to nam pani Ania ustawiła szopkę polityczną w zbliżających się wyborach samorządowych. Jeżeli spełnią się jej przewidywania, wybory wyglądać będą szaro i siermiężnie jak poprzednie, a wyborca jak zwykle żadnego wyboru mieć nie będzie. Z pewnością prezydentem znów zostanie dwugłowy tandem Trębski-Łyżeń. Z tą różnicą, że w tym rozdaniu pan Trębski obejmie zaszczytną funkcję zastępcy pana Łyżnia, co oczywiście zagwarantuje Skierniewicom kontynuację przepompowywania bezpańskich milionów w inwestycje typu „Uzdrowisko-ściernisko”, „Ogrodzenie parku - zwane rewitalizacją” czy „Droga do tor(t)u”, lub jeszcze bardziej egzotyczne. Z pewnością będzie też miało miejsce dalsze, twórcze doskonalenie warunków przetargów bez litości drenujących budżet miasta, oraz słynnej w całym świecie, skierniewickiej technologii znanej pod kryptonimem „Buduj i projektuj”.

czwartek, 27 marca 2014

Koty za płoty - radna Cyrańska bierze się do roboty



1 „Fundacja 'Chodźmy Razem' poszła na wojnę z radną Alicją Cyrańską. Organizacja od lat ma szczęśliwą ręką, gdy chodzi o przyznawane z miasta dotacje.”
2 „Fundacja wyraża oburzenie, że ja jako radna opłacana jestem z publicznych pieniędzy, a mimo to krytykuję fundację.”
3 „... samorządowiec apelowała na forum rady miasta, by zerwać z fikcją w rozdawaniu dotacji, by wesprzeć prawdziwie obywatelskie inicjatywy. W odpowiedzi organizacja skierowała setki listów do instytucji, lokalnych działaczy, i polityków, w końcu parafii.”
4. „Do pieniędzy odnosić się nie będę, natomiast zauważyłam fikcję w odniesieniu do nazwy projektu „Bezpieczna ulica” który jak się okazało z bezpieczeństwem dzieci na ulicy nie ma nic wspólnego.”
5. „Przyznawanie dotacji leży w gestii prezydenta... .”

Głos z 20 marca 2014.r. artykuł pt: „Jak fundacji nie było po drodze z radną” autorstwa anw.

Muszę pogratulować radnej Cyrańskiej pomysłu na zupełnie legalne finansowanie własnej kampanii wyborczej z cudzej tajnej kiesy. Tak trzymać! Patent polega na tym, żeby z licznych, podpiętych do miejskiego cyca fundacji, upatrzyć sobie taką, która w prywatyzowaniu budżetowej kapuchy pozytywnie wyróżnia się bezczelnością na tle innych, a arogancję ma już tak skondensowaną, że można jej z powodzeniem używać jako paliwa w silnikach rakietowych. Tylko jak tak zasobne źródło energii zachęcić do wykonania pożytecznej pracy?

piątek, 21 lutego 2014

Zamach na Skierniewicką Gazetę Podziemną?






Dnia 12 lutego 2014 roku, kilkanaście minut przed godziną dziewiątą rano Wasz ulubiony felietonista wyszedł z alei Pomologicznej i przekroczył jezdnię ulicy Rybickiego w celu dostania się na chodnik biegnący wzdłuż ogrodzenia Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Skierniewicach, w którym to jak powszechnie wiadomo, rozpoczął niedawno swoje reformy zwycięzca konkursu na naczelnego dyrektora - pan Jacek Sawicki. Trzeba przyznać chłop wziął się do roboty z kopyta – o czym mogą zaświadczyć choćby te równo poukładane stosy drewna pozostałe jeszcze na placu z wycinki topolowego gaju. W tym miejscu powstanie wkrótce lotnisko dla helikopterów ratownictwa medycznego i nawet park! Czy tam parking... Całe Skierniewice kibicują zamiarom doktora Jacka Sawickiego i trzymają kciuki za ich spełnienie. Zwłaszcza jeśli chodzi o zorganizowanie SOR-u  (Szpitalnego Oddziału Ratunkowego) na obraz i podobieństwo tego z kliniki „Princeton Plainsboro”, słynącej w całym świecie również z tego, że genialny doktor House już osiem sezonów prowadzi w niej swój zwariowany oddział diagnostyczny.

czwartek, 16 stycznia 2014

Spacerkiem po skierniewickim deptaku


A gdyby tak stworzyć w Skierniewicach „Deptak” z prawdziwego zdarzenia? Każde szanujące się
uzdrowisko na świecie powinno przecież mieć porządny deptak. Czyli pasaż pieszy. Koniecznie
skądś i dokądś prowadzący. Promenadę stanowiącą komunikacyjny i handlowo-usługowy
kręgosłup, a zarazem wielofunkcyjne centrum życia publicznego w mieście.
Deptaki charakteryzują się zindywidualizowaną typologią – powstałą historycznie, bądź w wyniku
twórczej kreacji. Mają czytelną, jednoznacznie zdefiniowaną przestrzeń - dzięki przemyślanemu
ukształtowaniu ścian przyległych budynków. Posiadają wnętrze o skali przyjaznej człowiekowi,
uwolnione od zmotoryzowanych obciążeń, bogato wyposażone w małą architekturę, ergonomiczną
infrastrukturę, starannie opracowaną nawierzchnię, zieleń itp. Przede wszystkim jednak mają
wielowartościową funkcję. Takie miejsca przyciągają ludzi, zaludniają się nimi, żyją ich
problemami i radością życia. Skierniewice co prawda uzdrowiskiem nie są i nigdy nie będą - no
chyba że na papierze i w wirtualnych wizualizacjach magistratu - ale nie powinno to przeszkadzać
w wykorzystaniu zapału i całej pozytywnej energii nagromadzonej przez zwolenników tutejszego
zdroju, dla osiągnięcia celów z nim zbieżnych, a znacznie przecież mniej utopijnych? Wystarczy
ich przekonać, że bez porządnego pasażu pieszego w mieście o żadnym uzdrowisku nawet nie ma
co marzyć.

Na przykład tak:

Wyobraźmy sobie,

wtorek, 7 stycznia 2014

Skierniewicom potrzebny jest „Manhattan”




„Docelowo trasę Warszawa Łódź pociągi mają pokonywać w 70 minut” -  artykuł pt: „Kolej na głowie, prezes ćwierka” autorstwa anw Głos z 19-26 grudnia 2013.r

Czas przejazdu pociągów z Warszawy do Łodzi, z czterech godzin w porywach, wkrótce znów spadnie do poziomu osiąganego już przed ponad stu laty - czyli do nieomal godziny. Oznacza to, że ze skierniewickiego dworca PKP do centrów obu tych suburbiów będzie można dotrzeć w niespełna trzydzieści minut – a więc szybciej i do tego wygodniej niż z większości ich rodzimych dzielnic mieszkaniowych, a to dzięki korzystnemu położeniu naszego miasta mniej więcej w połowie wspomnianej trasy. Biorąc pod uwagę możliwości dostępnej obecnie technologii czas ten mógłby bez żadnych problemów wynieść piętnaście minut w każdą stroną, ale dla naszych rozważań wystarczy założyć powrót do wyników osiąganych przed stu laty przez legendarną ciuchcię warszawsko-wiedeńską. Konkurencyjność ta sprawia, że spora liczba Warszawiaków i Łodzian  interesuje się osiedleniem w centrum Skierniewic. Interesowałoby się ich jeszcze więcej gdyby otrzymali niezbędne informacje. Dzieje się tak dlatego, że ludzie zawsze poszukują nowych szans na poprawę jakości życia swoich rodzin. Korzyść z przesiedlenia do Skierniewic będzie jednak możliwa tylko wówczas, jeżeli jej koszty nie przekroczą ceny 20 dodatkowych minut maksymalnie - potrzebnych na dotarcie z domu do skierniewickiego dworca!

W trosce o dobro wspólne

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Świąteczne dziadostwo - czyli konserwa na wigilijnym stole


1. „Paczki te mają wspomóc świąteczne stoły najbardziej potrzebujących wsparcia rodzin skierniewickich – tłumaczy Sylwester Kardialik, wicedyrektor MOPR – Wcześniej zbieraliśmy od naszych podopiecznych podania o przyznanie pomocy świątecznej, następnie pracownicy robili wywiad środowiskowy”

2. „MOPR zapewnił [...] 200 paczek po 150 zł każda. Zamówienie na artykuły spożywcze zostało złożone w jednej ze skierniewickich hurtowni”

3. „Podopieczni otrzymali [...] cukier, mąkę, herbatę, konserwy rybne i mięsne... [...]słodycze.”

4. „Z pomocy przedświątecznej mógł skorzystać każdy potrzebujący, spełniający kryteria”

5. „są też tacy podopieczni których trzeba kontrolować”

                Artykuł pt: „MOPR wsparł podopiecznych” autorstwa Romana Bednarka - ITS z 13.12.2013.r.

Kiedy urzędnicy, nie tylko z MOPR-u, za coś się wezmą, na pewno to spieprzą. Ci jednak potrafią zwulgaryzować nawet święta Bożego Narodzenia, tak przecież głęboko i zdawałoby się trwale w naszej tradycji nasycone duchowością, niepowtarzalnym smakiem i aromatem polskiej kuchni, wartościami rodzinnymi, a przede wszystkim prawdziwie ludzkim pięknem.
Dowiadujemy się o tym dzięki uprzejmości Romana Bednarka, który w ITS-ie z 13 grudnia, opublikował artykuł pod wiele mówiącym tytułem „MOPR wsparł podopiecznych”. Bohaterami artykułu są tajemniczy „podopieczni”, oraz niejaki Sylwester Kardialik, wicedyrektor skierniewickiego MOPR-u, który na jego łamach wdzięczy się  do opinii publicznej przechwałkami, jakąż to doskonałą receptę posiada na sparodiowanie samego świętego Mikołaja, KGB, a nawet urządzenie innym Bożego Narodzenia według tradycji, wyobrażeń i przyzwyczajeń własnych.



Szkoda, że jego recepta jest taka konserwatywna

piątek, 20 grudnia 2013

Skierniewice - miasto bez kręgosłupa

Aby miasto mogło sprawnie funkcjonować i się rozwijać jego tkanka urbanistyczna potrzebuje kręgosłupa strukturalnego. Żeby jednak w mieście rósł dobrobyt potrzebny jest też kręgosłup moralny. O jednym i drugim będziemy pisać w następnych felietonach. Dziś zamieszczamy jedynie ilustrację do dyskusji o tym pierwszym.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Zmarnowana Dekada?



1. „Wiem, że przedstawiciele Dekady mają ogromne pieniądze i mogą przez to wpływać na opinię publiczną. Nie ulegnę naciskom.”

2. „Nie chcę doprowadzić do sytuacji jaka ma miejsce na osiedlu Widok. Mieszkańcy mają tam pretensję do władz, że wyraziły zgodę na budowę sklepów wielkopowierzchniowych”

3. „Jeżeli po przeprowadzonej analizie ruchu okaże się, że powstanie obiektu nie spowoduje wzrostu zagrożenia dla ruchu drogowego w tej części miasta a fakt rozbudowy nie będzie stał w konflikcie z ewentualną rozbudową sądu i w końcu – jeśli nie będzie protestów mieszkańców, moja rola ograniczy się do jednego: wyrażenie zgody”

Wypowiedzi prezydenta Leszka Trębskiego cytowane z artykułu pt: „Czy prezydent jest skłonny zmienić zdanie w sprawie Dekady?” autorstwa anw - Głos z 05.12.2013.r.

Kiedy w dzisiejszych trudnych czasach normalnemu miastu spada z nieba rzetelny i sprawdzony inwestor, oferujący zainwestowanie w ciągu roku 60 milionów własnych złotych, w rewitalizację pustynniejącego i tonącego w psich kupach centrum, to w ratuszu zazwyczaj strzelają korki od szampana. Zwłaszcza, że kapitały te wygenerują co najmniej 250 nowych, solidnych, społecznie użytecznych miejsc pracy i to bez żadnych kosztownych wysiłków i fikołków marketingowo-promocyjnych ze strony biurokratów. Każdy normalny gospodarz przy takiej okazji stara się przynajmniej nie zrażać tak cennych przybyszów, likwidować w miare możliwości biurokratyczne przeszkody i szkodliwe stereotypy, o uwodzeniu partycypacją w modernizacji otaczającej infrastruktury już nie wspominając. Jest to bowiem świetna sposobność do poprawy jakości życia mieszkańców poprzez likwidację „wąskich gardeł” komunikacyjnych w strategicznych miejscach. Każdy zdrowo myślący polityk rozumie też, że łatwo można zyskać przy tej okazji popularności, tak przecież cenioną w obliczu zbliżających się wyborów. A co ważniejsze można swoje nazwisko na trwałe wpisać się w historię rozwoju miasta, obok takich znakomitości jak Benedykt Herbst, prymas Antoni Ostrowski, prymas Michał Poniatowski, Władysław Strakacz czy Szczepan Pieniążek... 

Skierniewice normalne nie są

poniedziałek, 25 listopada 2013

O jubileuszu w „Niedzieli” i materacu



1. „Dom dziennego pobytu „Niedziela” w Skierniewicach świętował 20-lecie działalności”

2. „To placówka służąca przede wszystkim osobom samotnym, które potrzebują kontaktu z drugą osobą – mówi Sylwester Kardialik, zastępca dyrektora w MOPR w Skierniewicach, do niedawna kierownik Niedzieli - Obecnie skupia 30 podopiecznych”

3. „Koszt uczęszczania to jedynie koszt posiłków (śniadania oraz 2-daniowego obiadu) i uzależniony jest od wysokości otrzymywanego świadczenia emerytalnego ”

Głos z 24.10.2013.r. artykuł pt: „Jubileuszowo w Niedzieli”autorstwa Joanny Młynarczyk

„Skierniewicka „Niedziela” to miejsce, w którym starsi ludzie znajdują spokój, bezpieczny azyl, opiekę, mogą powierzyć swoje troski i podzielić się tajemnicami. Niedziela gromadzi osoby, które nie chcą być samotne, spędzać dzień w swoich czterech ścianach podczas gdy młodsi członkowie rodziny pracują”  – poinformowała nas dyrektorka Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie - Janina Wawrzyniak - za pośrednictwem dziennikarzy z lokalnej prasy: Romana Bednarka z ITS-u i Joanny Młynarczyk z Głosu Skierniewic. Ci zaś gorliwie zgodzili się zupełnie za darmo wypromować na łamach swoich tygodników to najwybitniejsze osiągnięcie miejscowych liderów z dziedziny niesienia pomocy  ubogim, chromym, starym lub pokrzywdzonym przez los. Jubileusz 20-lecia ośrodka „Niedziela” stanowił ku temu idealną okazję – trzeba przyznać. Pod względem marketingowym pomysł też był bez zarzutu i nie dziwota, że zaszczycił go swoim udziałem sam prezydent Leszek Trębski. Nawet podarował materac do masowania.



poniedziałek, 18 listopada 2013

Konserwatorskie ćwiartowanie przy obskurnym parkanie


-->


1. „Obelisk jest samowolką i jego rozbiórka nie podlega dyskusji – mówi Marian Rożej, Wojwódzki Konserwator Zabytków, oddział w Skierniewicach”

2. „Myśliwi nie złożyli jednak broni i od decyzji Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków odwołali się do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego”

3. „Zarząd który podejmował decyzję o budowie i lokalizacji obelisku działał w dobrej wierze. Ja wiem, że nieznajomość prawa nie usprawiedliwia, ale każdy ma chyba prawo popełnić błąd”

4. „Myśliwi w swoim piśmie do ministra wyrazili chęć zmiany aranżacji obelisku [...] Możemy zubożyć tę inwestycję za własne pieniądze – deklaruje przewodniczący – Chodzi o to by obelisk nie raził tak bardzo w oczy, gdy wchodzi się na cmentarz”

5. „Ze względu na konieczność przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego, rozpatrzenie odwołania nastąpi do końca tego roku. - informuje biuro prasowe resortu”.

ITS z 25.10.2013.r. artykuł pt: „Los jelenia jest w rękach ministra kultury”autorstwa Agnieszki Kubik

Żyjemy w piramidalnej paranoi. Kto się z tym poglądem nie zgadza niech łaskawie wyciągnie naukę z historii skromnego drewnianego nagrobka przedstawiającego mężczyznę z jelonkiem, umieszczonego na obskurnych i zapomnianych przez Boga, oraz ludzi peryferiach średniozabytkowego cmentarzyka, gdzieś w prowincjonalnych Skierniewicach. Dlaczego tak mało istotną bzdurą osobiście zajmuje się Minister Kultury czterdziestomilionowego państwa? Nie ma ważniejszych spraw na głowie? Dlaczego na Miłość Boską, Bogdan Zdrojewski - nasz narodowy bohater skutecznej walki z „Powodzią Anno Domini 1997” brnie w kontynuację takiej paranoi?

Nic na-praw-dę nic nie pomoże...

wtorek, 12 listopada 2013

Zalew pseudorewitalizacji II



W poprzednim odcinku odniosłem się do trzech najważniejszych przesłanek, które zdaniem OSiR-u uzasadniają tak zwaną „rewitalizację zalewu”. Myślę że dowiodłem tam, że są to przesłanki fikcyjne, wynikające z błędnej oceny stanu faktycznego, albo wręcz z celowej manipulacji. W związku z powyższym nacisk na uruchomienie tak potężnej inwestycji planowanej na terenie zalewu „Zadębie” jest co najmniej zastanawiający. Tym nie mniej nie da się już ukryć, że pomysł na „rewitalizację zalewu” wymaga wypracowania lepszego uzasadnienia. W innym wypadku znów sfinansujemy przerzucenie tysięcy metrów sześciennych gruntów i materiałów budowlanych ku chwale bezproduktywnego przerobu. Dla firm budowlanych oczywiście każdy przerób jest uzasadniony – daje zajęcie. Dla urzędników jest uzasadniony, bo uzasadnia przepływ strumienia milionowych kwot przez ich ręce. Oprócz przyjemnego poczucia władzy i prestiżu stąd wynikającego, stwarza to zawsze okazję (pokusę) do „prywatyzacji” jakiegoś niewielkiego wycieku. A wszyscy dobrze wiemy, że tego typu „prywatyzacje” nie są w naszych realiach żadnym wyjątkiem - raczej regułą. Potrzebna jest więc czujność, zwłaszcza wśród radnych odpowiedzialnych za nadzór finasów gminy, oraz wśród wyborców nadzorujących uczciwość swoich demokratycznie wybranych przedstawicieli. W poprzednim felietonie pt: „Zalew rewitalizacji” wykazałem, że pomimo milionowych kosztów, tak planowana inwestycja niewiele zmieni w kondycji zalewu, i zupełnie nic nie zmieni z punktu widzenia korzyści dla mieszkańców.



Problemy których OSiR nie widzi

piątek, 8 listopada 2013

Zalew pseudorewitalizacji



1. „W przyszłym roku ma ruszyć rewitalizacja skierniewickiego zalewu; już teraz w kilku miejscach nabrzeżne skarpy grożą osunięciem”
2. „Kilka milionów złotych to według ostrożnych, wstępnych szacunków koszt rewitalizacji zalewu Zadębie w Skierniewicach - [...] Informuje Tomasz Przybysz, prezes OSiR „Nawa” Skierniewice, zarządca akwenu. A inwestycja wydaje się konieczna m.in. z uwagi na groźbę osunięcia się nabrzeżnych skarp.”
3. „Ale prace, oprócz umocnienia brzegów, miałyby objąć również zaporę i wyczyszczenie (odmulenie) dna całego zalewu, oraz wymianę desek pomostów na plastikowe (obecne drewniane wymagają wymiany co rok)”
4. „W miejscu gdzie Łupia wpada do zalewu miałby powstać specjalny próg, zatrzymujący muł nanoszony nurtem rzeki” 
5. „Sama inwestycja miałaby ruszyć w przyszłym roku. Jednak ze względu na skalę koniecznych do wykonania prac, nie da się jej ukończyć w rok”

Głos z 31.10.2013.r. artykuł kogoś kto się podpisuje „mar” pt: „Zalew do remontu”

Ostatnimi czasy Skierniewice przeżywają zalew rewitalizacji. I to przeprowadzanych systemem „Najpierw zrób potem myśl” (pisałem szerzej o tym oryginalnym wynalazku skierniewickim w felietonie pt: Skierniewice pięknieją dzięki systemowi „Buduj i Projektuj”). Ratusz właśnie w tym systemie rewitalizuje park. Wcześniej zrobił „rewitalizację” targowiska i już czyni przygotowania do rewitalizacji uzdrowiska. Wygląda na to, że w te modne trendy postanowił wpisać się również OSiR i też utłuc (ad.2) parę budżetowych groszy na jakiejś rewitalizacji - na przykład zalewu „Zadębie”. Wszystkie te inwestycje mają charakterystyczne cechy wspólne. Po pierwsze: oficjalnie przemawiają za nimi przesłanki demagogiczne – to znaczy takie w które ich głosiciele raczej sami nie wierzą. Po drugie: zakres inwestycji zazwyczaj jest mało korzystny dla interesu społecznego i zwykle ogranicza się do prac mających charakter doraźny, koniecznie kapitało i materiałochłonny. Po trzecie: preferuje się tzw. „przerób” i to ten najprymitywniejszy, z natury najbardziej nadający się do zawyżania kosztów. Po czwarte: tego typu rewitalizacje przeważnie nie rozwiązują żadnego społecznego problemu. Po piąte: za to generują nowe, jak na przykład likwidacja ruchu rowerowego z Widoku, przez park do centrum i likwidacja skrótu komunikacyjnego po godzinie 20-tej w ogóle. Po szóste: preferowane są koszty, po zakończeniu robót prawie niemożliwe do rzetelnego oszacowania, zwłaszcza dla kogoś komu na tym w ogóle nie zależy. Na przykład tzw: „odmulanie dna”. Po siódme: nie poszukuje się nowych pomysłów, twórczych rozwiązań tworzących nową jakość i poszerzających istniejące możliwości. Na przykład: kładka dla pieszych i rowerów w najwęższym miejscu zalewu, jako skrót komunikacyjny z miasta do kąpieliska i jednocześnie nowy pomost (molo). Po ósme: unika się jak ognia udziału opinii publicznej na etapie poszukiwania pomysłów, oceny koncepcji, porównywania kosztów poszczególnych rozwiązań itd.

Problemy które OSiR widzi

czwartek, 31 października 2013

Schwytali „seryjnego” w Skierniewicach



„Śledczy zabezpieczyli ślady i przesłuchali świadków. Już w niedzielę (20.10) wspólna praca kryminalnych i funkcjonariuszy dochodzeniowych doprowadziła do zatrzymania drugiego podejrzewanego. Okazał się nim 16-letni mieszkaniec Skierniewic, który był też poszukiwany celem doprowadzenia do placówki opiekuńczo wychowawczej w województwie podkarpackim.”

„Włamywacz został przewieziony do Policyjnej izby dziecka. Sprawą dalej zajmie się sąd dla nieletnich”

„16-latek usiłował także włamać się do jednego ze sklepów z sukniami ślubnymi”

Głos z 24.10.2013.r. artykuł pt: „Seryjny włamywacz zatrzymany”autorstwa kogoś kto się podpisuje „Mar”

Kiedy dziecko ucieka z domu rodziców, rodzice są źli, patologiczni, godni potępienia w telewizyjnym serialu paranaturalistycznym i napiętnowania na całe życie przed sąsiadami. Zabiera się im prawa rodzicielskie, a dziecko umieszcza w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Kiedy dziecko ucieka z państwowej placówki opiekuńczo-wychowawczej, ściga się je listem gończym, tropi jak zwierzę „wspólnym wysiłkiem kryminalnych i dochodzeniowych”, stawia przed sądy, a na koniec kreuje w mediach nieomal na seryjnego mordercę. A potem wszyscy idą spać z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Nikt się nawet nie zastanawia nad tym, co takiego zrobili pedagodzy z podkarpackiego poprawczaka szesnastolatkowi, że zdecydował się na ucieczkę i kilkuset-kilometrowy surwiwal bez pieniędzy, bez jedzenia, bez odpowiedniego odzienia, środków higieny, schronienia i bez nadziei na lepsze życie u celu.
A może chłopak po prostu przeczytał akurat „Don Kichota” autorstwa Cervantesa i ubzdurał sobie, że musi za wszelką cenę uratować, a potem poślubić ukochaną Dulcyneę? W wieku szesnastu lat jeszcze zdarzają się takie porywy romantyczne.



Jak przykleić łatkę

wtorek, 29 października 2013

Psy wychodzą na ulicę



„W gminie nie ukrywają, że taka decyzja policji jest krzywdząca, a z pewnością nie wynika z konieczności oszczędzania - Zrobiliśmy wszystko aby policja miała u nas jak najlepsze warunki, aby za nic nie płaciła, ale najwyraźniej to nie wystarczyło – mówi Jerzy Stankiewicz, wójt gminy Maków”

„Gmina Maków dotychczas była jedną z dwóch w powiecie skierniewickim, w których zostały terenowe posterunki policji”

„W Komendzie Miejskiej Policji w Skierniewicach, której działanie obejmuje teren miasta oraz powiatu skierniewickiego służy 142 policjantów” 

Głos z 24.10.2013.r. artykuł autorstwa „wk” pt: „Znikający policjanci”

„...grupa wolontariuszy spotka się przy Rondzie Solidarności. Towarzyszyć im będą psy ze schroniska czekający na adopcję. Wyruszą wyznaczoną trasą na 2-godzinny spacer [...]wyłącznie po chodnikach.”
Głos z 24.10.2013.r. artykuł autorstwa „bea” pt: „Psy Wychodzą na Ulice Miasta”

Kiedy w Głosie z 24.10.2013.r. zobaczyłem informację zamieszczoną w kolorowej ramce i do tego podkreśloną wytłuszczonym drukiem, od razu poczułem, że chodzi o coś ważnego dla czytelników. Zwłaszcza, że wzmianka była podpisana przez samą panią redaktor naczelną i miała krzyczący tytuł: „Psy wychodzą na ulice miasta”. W pierwszej chwili przyszło mi do głowy, że to pewnie żartobliwe wywołanie, tradycyjnego o tej porze roku tematu polegającego na kolejnym poszukiwaniu pomysłów na odciążenie policjantów od pracy papierkowej i skierowania ich na świeże powietrze do częstszego patrolowania ulic. Powszechnie wiadomo, że w mowie potocznej, od czasu sukcesu serii filmów pt: „Psy (1,2,3...)” to określenie policji zdobyło sobie powszechną popularność. Coraz bardziej wypiera ono z użycia archaizm: „Gliny”.
Zaś temat potrzeby polepszenia patrolowania miejsc publicznych przez policję wraca na łamy prasy cyklicznie, nawet kilka razy w roku. Zwłaszcza jesienią, kiedy dzień robi się krótszy, a w ludziach narastają depresyjne nastroje i poczucie zagrożenia. Dodatkowo wzmacniane przez wysyp alarmistycznych pseudo-reportaży telewizyjnych więcej mających wspólnego z pornografią niż rzeczywistością.  

Spacerkiem po Skierniewicach

piątek, 18 października 2013

Szumi las – Czyli uczyła Marcina Krystyna



„Rozpętano w mediach kampanię, pod nazwą „Ratujmy maluchy”. Przed czym? Przed szybszym rozwojem inteligencji dziecka? Hasło, że dzieciom chce się skrócić szczęśliwe dzieciństwo jest tyleż głośne, co nie uzasadnione. W świadomości społecznej funkcjonuje stereotyp, że dzieciństwo to szczęśliwy czas, z powodu braku obowiązków i wymagań. W takim rozumieniu szkoła, która nakłada na dzieci obowiązki, staje się przykrą koniecznością.”

Felieton pani Alicji Cyrańskiej z 14.10.2013 pt: „Sześciolatki do szkoły”  - source.skierniewickie.pl

„Rozpętano w mediach kampanię pod nazwą „Ratujmy maluchy” – szumi skierniewicka radna Alicja Cyrańska w  felietonie pod tytułem: „Sześciolatki do szkoły”. Domyślam się, że trochę bez zastanowienia szumi... Pewnie dała się porwać powiewom autorytetu minister edukacji Krystyny Szumilas? Niestety zapomniała, że im dalej w las tym więcej szumi drzew.


Kogo tak naprawdę pani Alicja oskarża?

A no rodziców. Bo to właśnie rodzice dali wyraz nieufności wobec systemu i troski o najgłębiej pojęte dobro własnych dzieci.

wtorek, 15 października 2013

Radnej Cyrańskiej gorące imisje o lichwie



Nazwisko Radnej Cyrańskiej kilkakrotnie przewinęło się w moich felietonach. Od tej pory stała się ona jedną z ich najwierniejszych czytelniczek i najodważniejszych komentatorek. Trzeba przyznać że pani Alicja ma dość odwagi cywilnej by się nie bać głosić swoich poglądów pod własnym nazwiskiem. Za co szczerze ją podziwiam i szanuję. Szkoda, że jej komentarze są niezbyt przemyślane, a jej „sprostowania” niestety nie prostują niczego. Nieścisłości zawsze prostowało się przestrzegając trzech zasad. Pisząc na temat, podając fakty i logicznie wnioskując na ich podstawie. Gdyby radna Cyrańska skupiła się ściśle nad tym co wyczytała w moim felietonie, pewnie zauważyłaby, że nigdzie nie napisałem, iż ze skierniewicką emisją obligacji coś jest nie tak akurat dlatego, że nie lubiana przez nią radna Violetta Felczak otrzymała tylko 3 godziny na zapoznanie się z przemyśleniami prezydenta Trębskiego, zamiast obiektywnych faktów. Kluczem do właściwego zrozumienia jest tu sformułowanie: „nie tylko”. Nie tylko z obligacjami coś jest nie tak - napisałem. Zasugerowałem, że podobnie jak z obligacjami, coś złego dzieje się również ze standardami obiegu informacji w ratuszu. Może to przez słynne gameboye prezydenta? (niedawno wspominałem o nich w felietonie pt: „Skierniewickie Święto Krzaków 2013”)

środa, 9 października 2013

Jak ze skierniewickich dzieci zrobić niewolników



„Mariusz Gołaszewski, ekspert [...] osoba odpowiedzialna za wprowadzenie skierniewickiej emisji mówi: Mówienie, że kredyty zaciągane przez samorządy są przejadane jest nieścisłością. [...]Samorząd nie może zaciągnąć kredytu na potrzeby bieżące a jedynie potrzeby inwestycyjne”

„Z 60 mln zł zadłużenia miasto w tym roku chce przedpłacić 9 mln. [...] Żeby te 9 mln spłacić trzeba zaciągnąć dług[...] Ekspert wskazuje: kredyty przeznaczone do konsolidacji to te z najwyższymi marżami (miasto przedpłacić chce kredyty najdroższe) [...] zostają 4 mln. Te z kolei przeznaczone zostaną na spłatę zaciąganych w tym roku kredytów. ”

„Alicja Cyrańska PO [...] ...podwyżki pensji dla nauczycieli i to spowodowało, że obecnie wydatki z budżetu na oświatę stanowią 48%”

„Violetta Felczak [...] Na podjęcie decyzji, zapoznanie się z materiałem mieliśmy niewiele czasu – jakieś 3 godziny w przerwie między prezentację ekspercką a debatą podczas sesji. Mało tego, otrzymaliśmy wnioski końcowe nie wiedzę, która pozwoliła prezydentowi podjąć decyzję” 

Głos z 3.10.2013.r. artykuł Anny Wójcik-Brzezińskiej pt: „Emisja obligacji”





Prezydent Skierniewic zdecydował się wyemitować obligacje na sumę 20 milionów złotych pod zastaw naszych głów i mieszkań. Żeby tego dokonać musiał załatwić zgodę Rady Miejskiej. Żeby tę zgodę uzyskać prezydent miał obowiązek dostarczyć każdemu z radnych niezbędne i rzetelne dane o planowanym przedsięwzięciu, oraz zapewnić dość czasu żeby się z nimi zapoznali. Zamiast tego udostępnił im własne przemyślenia podparte opiniami wynajętego eksperta free-lancera i trzy godziny na zapoznanie się z materiałem podczas przerwy na konsumpcję obiadu. Przynajmniej tak twierdzi radna Violetta Felczak. Widocznie inni radni dużo wcześniej otrzymali informacje niezbędne do podjęcia decyzji, gdyż nie zgłosili podobnych obiekcji. Tym niemniej sytuacja, w której jedni członkowie Rady Miasta odpowiedzialnej za zadłużanie mieszkańców są lepiej informowani od innych i dostają więcej czasu na zastanowienie się, dowodzi że nie tylko z emisją obligacji coś jest tu nie tak.

Inwestycja w konsumpcję czy konsumpcja inwestycji?

piątek, 27 września 2013

Dlaczego w skierniewickich przedszkolach nie uczą chińskiego?



„Od września rodzice płacą za pobyt malucha w przedszkolach złotówkę za każdą dodatkową godzinę (powyżej pierwszych pięciu godzin bezpłatnych)”

„Mamy pięć ofert z języka angielskiego oraz po jednej z rytmiki i szachów – mówi Teresa Swaczyna, dyrektor jedynki – W ubiegłym roku rada wybierała oferty, ale to dyrekcja podpisywała umowy. Teraz nie możemy tego robić. Rada rodziców też nie, bo nie ma osobowości prawnej. Jak z tego wybrniemy?”

„Dobrej myśli jest Krystyna Dziąg z czwórki – Zajęcia dodatkowe to decyzja rodziców, jeśli będzie to zgrana grupa ludzi to na pewno się porozumie – mówi – My w każdej grupie [...] realizujemy własne programy, a jedna z nauczycielek mająca wysokie kompetencje w nauczaniu języka niemieckiego, uczy maluchy tego języka nieodpłatnie”

„'Żałuję natomiast, że żadne z przedszkoli nie ma w ofercie języka chińskiego. W tym przypadku pieniędzy bym nie pożałowała'” 

ITS z 13.09.2013 artykuł Agnieszki Kubik pt: „Czego Jaś się nauczy... za złotówkę”





Nareszcie udało mi się trafić w skierniewickiej prasie na ciekawy artykuł dotyczący sytuacji w przedszkolach. Mam na myśli tekst pani Agnieszki Kubik w ITS-ie z 13.09.2013 pod tytułem: „Czego Jaś się nauczy... za złotówkę”. Tytuł ten co prawda, brzmi dość pokrętnie; problem też jest niezbyt zrozumiale wyłożony, ale to i tak postęp. Do tej pory w lokalnych gazetach nadziewałem się na jakieś bzdety o sukcesach w zbieraniu kapsli, nakrętek i innych śmieci, lub temu podobnych osiągnięciach. Ewentualnie o wizytacjach przedszkoli przez policjantów i lokalnych kacyków pragnących podbotoksować trochę swój publiczny wizerunek publikacją fotografi na tle kwintesencji młodości, dziecięcej szczerości i zaufania. Jakby większych problemów w przedszkolach nie było. A że były i nadal są, tylko się wstydliwie ukryły, możemy wydedukować dzięki niedawno wprowadzonej w życie bzdurnej poprawce, durnej ustawy o oświacie.
Nie ma więc tego złego...

Tajemnica dodatkowości „zajęć dodatkowych”

środa, 18 września 2013

Skierniewickie Święto Krzaków 2013



Zbliża się pierwsza rocznica istnienia Skierniewickiej Gazety Podziemnej. Bezpośrednim impulsem do jej stworzenia było rozczarowanie organizacyjną niekompetencją, marnotrawstwem szans, brakiem wyobraźni i pogłębiającą się pazernością władz miasta w ogóle, a w szczególności kondensacja wymienionych cech w czasie Skierniewickiego Święta Kwiatów, Owoców i Warzyw 2012. Skromny to jubileusz i gorzki, albowiem wszystkie zarzuty podnoszone przez SKCGP dotyczące błędów w organizacji tego święta w ubiegłym roku można dziś powtórzyć. Ergo – tutejsi Polacy nie uczą się nawet na własnych błędach. Niektóre z negatywnych skutków tych błędów, które przewidywałem, stały się już rzeczywistością, reszta nie może się doczekać, by się sprawdzić.

Święto marnieje – Borynowy kur już nie zapieje
W roku 2013 na skierniewickim „Święcie Kwiatów” zabrakło niepozornego pana od lat handlującego tradycyjnymi, glinianymi gwizdawkami w kształcie kogucików, o wzorach pamiętających jeszcze czasy, kiedy to W. S. Reymont pisał „Chłopów”. Było coś magicznego w fakcie, że mimo upływu stuleci, na skierniewickim jarmarku wciąż udawało się sprawić dziecku zabawkę identyczną z tymi, jakimi radowali się  jego prapradziadowie, kiedy byli w tym samym wieku. W zeszłym roku w felietonie pt: „Skierniewicki Jarmark” pisałem o ponurych przygodach wytwórcy kogucików z ratuszową pazernością. W tym roku opłaty za możliwość ustawienia straganu znów wzrosły. Widać pan od glinianych gwizdawek już tego nie wytrzymał i dał sobie spokój ze Skierniewicami i ich tradycją. Tym samym zadając kłam popularnemu wśród lokalnych włodarzy powiedzonku autorstwa Józefa Stalina iż „nie ma ludzi niezastąpionych”. Ludowego producenta glinianych kogucików nikt nie zastąpił. Być może gdyby ów spadkobierca całej dynastii wytwórców glinianych gwizdawek dla dzieci, załatwił sobie europejski certyfikat na kogucika w łowickie, czy tam lipieckie pasiaki malowanego, jako produkt regionalnej kultury i zlecił biurokratom z urzędu pracy napisanie unijnego biznesplanu, dumnie zwanego „projektem”, uprawniającego do otrzymania dofinansowania do swojej „misji”, to by przetrwał, a nawet otrzymał od samego prezydenta amnestię od opłat targowych, ale niestety on okazał się za mało postępowy, zbyt tradycyjny. Podobnie jak właścicielka znanej galerii obrazów naprzeciwko ratusza, przez prezydenta Trębskiego i jego zastępczynię Jabłońską zlikwidowanej w zeszłym roku.
A propos czy smakowała wam w tym roku najnowsza odmiana „skierlotki” zwana „jabłonnikiem z miętką”? Na mój gust nieco przesłodzona była, ale poza tym paluszki lizusować!

Baca już nie wraca
W tym roku udało mi się po raz ostatni spotkać autentycznego górala z Podhala, sprzedającego certyfikowane oscypki z owczego mleka. Pożalił się biedaczyna, że w porównaniu z zeszłym rokiem opłaty straganowe wzrosły w Skierniewicach dwukrotnie i że w tym roku po raz pierwszy nie udało mu się zarobić nawet na wydatki. Miał on wielki żal do Skierniewiczan o to, że o podwyżce stawek placowego powiedzieli mu dopiero na miejscu, kiedy już poniósł koszty przyjazdu i zakwaterowania. W internecie ostrzeżenia żadnego nie było, a do telefonicznego udzielania informacji nikt w ratuszu nie miał upoważnienia. Nawet rzecznik prasowy. Wyprzedawał się więc góral z ostatnich „łoscypków” tylko po to, żeby zminimalizować straty i mieć na bilet powrotny. To przykre kiedy organizatorzy stosują nieuczciwe pułapki ofsajdowe wobec ludzi tworzących pozytywną atmosferę ich święta. Kiedy władze prowadzą gospodarkę rabunkową - niszczącą delikatną sieć infrastruktury organizacyjnej budowaną i wypraktykowaną przez dziesięciolecia - tracą dobre imię i wiarygodność. Kiedy nie mają ani tego ani tego wydaje się im, że nic nie tracą.
W przyszłym roku Skierniewice już nie zobaczą prawdziwego bacy z Podhala. Może zastąpi go jakaś miejscowa „przedsiębiorcza baba z twarogiem” co się jej jeszcze chce pod Biedronką, albo Tesco bawić w chowanego ze strażą miejską? Tak czy siak, za rok nie będziemy mogli poznawać (przypomnieć sobie) smaku oryginalnych oscypków i odkrywać różnic z tymi podrabianymi z mleka UHT z przeterminowanego kartonika. Dla niektórych to niewielka strata.
Aż dziw, że się potem Skierniewiczanie dziwują, iż wszystkie sery w mieście smakują korniszonem, wszystkie wędliny parówką, wszystkie parówki kiełbasą wyborczą, a dziczyzny z „jelenia” można skosztować wyłącznie  na rykowisku w okolicy cmentarza przy kościele świętego Stanisława.

Na rany Jezusa z laserem w serduszku.
Najbardziej jednak boli to, że z uczestnictwa w imprezie całkowicie wycofali się prawdziwi artyści wystawiający malarstwo sztalugowe, szkicujący na żywo portreciści, uliczni grajkowie, a nawet wytwórcy szkła artystycznego. Ostało się zaledwie paru producentów ceramiki użytkowej i drewnianego sprzętu AGD, ale ich oferta zmalała co najmniej dwukrotnie w porównaniu z rokiem ubiegłym. Wtedy pisałem, że niebezpiecznym trendem w ewolucji ( „rozwoju”- niezbyt tu pasuje) Skierniewickiego Jarmarku jest zmniejszająca się z roku na rok liczba wystawiających swoje prace, oryginalnych artystów i twórców rękodzieła. W tym roku nie było ich prawie w ogóle. Naliczyłem wszystkiego może z 5 stanowisk. Szkoda, bo bez nich niemożliwe jest zbudowanie atmosfery barwnej różnorodności i tak pożądanego bogactwa dóbr wszelakich... Migający światełkami lunapark ich nie zastąpi. Zresztą i w lunaparkach nie działo się najlepiej. Jeden o mało się nie zawalił, dzieciom prosto na głowę. Ciekawe czy gazety lokalne coś więcej o tym napiszą? 
Jedynym straganem, który oparł się kryzysowi w gospodarce i niekorzystnym trendom związanym z podwyżkami placowego był biznes pewnego rumuńskiego cygana, który sprzedawał seryjnej produkcji lanszafty o tęczowej  kolorystyce zatytułowane: „Jelenie na rykowisku” i „Rykowisko bez jelenia”, oraz ikony w stylu „Jezus Maria z laserem w serduszku”, „Matka Boska Częstochowska z lampkami”, albo „Uśmiechnięty JP2 na łąckiej łączce pod sosenką”, ale i do niego przyjdzie w końcu bieda, bo już większego kiczu nie sprzeda.

Gameboy dla radnego
Chyba, żeby nasz genialny prezydent znów coś wymyślił, z czymś wyskoczył? Ale ten to raczej ma skłonność do kiczu kupowania... Oczywiście za nasze, podatników pieniądze. Żeby nie być gołosłownym i nie czepiać się wiąż tego samego „projektu rewitalizacji parku” już przysłowiowego, ostatnio na przykład prezydent zakupił tak zwane „tablety dla radnego” jako wyraz wdzięczności wobec komunalnych parlamentariuszy, którzy uchwalili mu w tym roku absolutorium. Ci co głosowali przeciw absolutorium – honorowo, trzeba przyznać - ogłosili, że dowodu wdzięczności nie przyjmują. Sobie podobno zakupił nasz prezydent świecące rogi i czarodziejską różdżkę błyskającą światłowodowym blaskiem. Przydadzą się w nadchodzącej kampanii wyborczej do samorządu. Żeby tylko ich baterie wytrzymały.
Co z tego, że użyteczność zakupionych przez prezydenta tableto-gadżetów jak i ich wartość są na poziomie gameboy'a? Ważne żeby migotało dużo kolorowych światełek i wypiskiwały się skoczne melodyjki. To na prawdę genialny prezent dla rajców zagubionych w tonach papieru, znużonych ciągłą troską o grosz publiczny  - w sam raz na niekończące się miejskiej rady posiedzenia.


piątek, 13 września 2013

Zatrudnimy praktykanta-wolontariusza

Skierniewicka Gazeta Podziemna wyszkoli dziennikarza - Zatrudni praktykanta-wolontariusza


Chcesz coś zmienić na lepsze w swoim otoczeniu? Pragniesz nauczyć się rzadkiego i cenionego na rynku rzemiosła? Nie wiesz jak stać się osobą znaną i rozpoznawalną nawet przez najbardziej wpływowych ludzi w twoim mieście? Już dziś wyślij do nas swoje CV na adres: skcgp@op.pl, dołączy do niego list motywacyjny i trzy próbki swojego talentu literackiego.