Skierniewicka Gazeta Podziemna nie uznaje tematów tabu, nie uczestniczy w towarzystwach wzajemnej adoracji, nie uznaje zobowiązań wobec żadnych koterii i lobby. SKCGP za cel stawia sobie pracę organiczną w interesie dobra wspólnego w skali lokalnej. Gazeta opiera się na uczciwości, bezinteresowności i dążeniu do prawdy siłami obywateli zwanych dziennikarzami społecznymi. Dziennikarzem takim może zostać każdy, kto potrafi napisać rzeczowy, zwięzły artykuł na poziomie przedwojennego maturzysty. Artykuł wystarczy wysłać e-mailem na adres redakcji: skcgp małpa op.pl Tekst musi być oryginalny i podpisany co najmniej nickiem, lub adresem e-mail. Redakcja nie ingeruje w teksty, nie koryguje błędów ortograficznych, nie uznaje zaświadczeń o dysleksji ani dysortografii. Warunek publikacji jest jeden. Piszemy o konkretnych sprawach lokalnych. Inaczej mówiąc nie interesują nas dywagacje ogólnoludzkie, ogólnoświatowe, ani nawet krajowe.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dni Skierniewic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dni Skierniewic. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Świąteczne dziadostwo - czyli konserwa na wigilijnym stole


1. „Paczki te mają wspomóc świąteczne stoły najbardziej potrzebujących wsparcia rodzin skierniewickich – tłumaczy Sylwester Kardialik, wicedyrektor MOPR – Wcześniej zbieraliśmy od naszych podopiecznych podania o przyznanie pomocy świątecznej, następnie pracownicy robili wywiad środowiskowy”

2. „MOPR zapewnił [...] 200 paczek po 150 zł każda. Zamówienie na artykuły spożywcze zostało złożone w jednej ze skierniewickich hurtowni”

3. „Podopieczni otrzymali [...] cukier, mąkę, herbatę, konserwy rybne i mięsne... [...]słodycze.”

4. „Z pomocy przedświątecznej mógł skorzystać każdy potrzebujący, spełniający kryteria”

5. „są też tacy podopieczni których trzeba kontrolować”

                Artykuł pt: „MOPR wsparł podopiecznych” autorstwa Romana Bednarka - ITS z 13.12.2013.r.

Kiedy urzędnicy, nie tylko z MOPR-u, za coś się wezmą, na pewno to spieprzą. Ci jednak potrafią zwulgaryzować nawet święta Bożego Narodzenia, tak przecież głęboko i zdawałoby się trwale w naszej tradycji nasycone duchowością, niepowtarzalnym smakiem i aromatem polskiej kuchni, wartościami rodzinnymi, a przede wszystkim prawdziwie ludzkim pięknem.
Dowiadujemy się o tym dzięki uprzejmości Romana Bednarka, który w ITS-ie z 13 grudnia, opublikował artykuł pod wiele mówiącym tytułem „MOPR wsparł podopiecznych”. Bohaterami artykułu są tajemniczy „podopieczni”, oraz niejaki Sylwester Kardialik, wicedyrektor skierniewickiego MOPR-u, który na jego łamach wdzięczy się  do opinii publicznej przechwałkami, jakąż to doskonałą receptę posiada na sparodiowanie samego świętego Mikołaja, KGB, a nawet urządzenie innym Bożego Narodzenia według tradycji, wyobrażeń i przyzwyczajeń własnych.



Szkoda, że jego recepta jest taka konserwatywna

poniedziałek, 25 listopada 2013

O jubileuszu w „Niedzieli” i materacu



1. „Dom dziennego pobytu „Niedziela” w Skierniewicach świętował 20-lecie działalności”

2. „To placówka służąca przede wszystkim osobom samotnym, które potrzebują kontaktu z drugą osobą – mówi Sylwester Kardialik, zastępca dyrektora w MOPR w Skierniewicach, do niedawna kierownik Niedzieli - Obecnie skupia 30 podopiecznych”

3. „Koszt uczęszczania to jedynie koszt posiłków (śniadania oraz 2-daniowego obiadu) i uzależniony jest od wysokości otrzymywanego świadczenia emerytalnego ”

Głos z 24.10.2013.r. artykuł pt: „Jubileuszowo w Niedzieli”autorstwa Joanny Młynarczyk

„Skierniewicka „Niedziela” to miejsce, w którym starsi ludzie znajdują spokój, bezpieczny azyl, opiekę, mogą powierzyć swoje troski i podzielić się tajemnicami. Niedziela gromadzi osoby, które nie chcą być samotne, spędzać dzień w swoich czterech ścianach podczas gdy młodsi członkowie rodziny pracują”  – poinformowała nas dyrektorka Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie - Janina Wawrzyniak - za pośrednictwem dziennikarzy z lokalnej prasy: Romana Bednarka z ITS-u i Joanny Młynarczyk z Głosu Skierniewic. Ci zaś gorliwie zgodzili się zupełnie za darmo wypromować na łamach swoich tygodników to najwybitniejsze osiągnięcie miejscowych liderów z dziedziny niesienia pomocy  ubogim, chromym, starym lub pokrzywdzonym przez los. Jubileusz 20-lecia ośrodka „Niedziela” stanowił ku temu idealną okazję – trzeba przyznać. Pod względem marketingowym pomysł też był bez zarzutu i nie dziwota, że zaszczycił go swoim udziałem sam prezydent Leszek Trębski. Nawet podarował materac do masowania.



środa, 18 września 2013

Skierniewickie Święto Krzaków 2013



Zbliża się pierwsza rocznica istnienia Skierniewickiej Gazety Podziemnej. Bezpośrednim impulsem do jej stworzenia było rozczarowanie organizacyjną niekompetencją, marnotrawstwem szans, brakiem wyobraźni i pogłębiającą się pazernością władz miasta w ogóle, a w szczególności kondensacja wymienionych cech w czasie Skierniewickiego Święta Kwiatów, Owoców i Warzyw 2012. Skromny to jubileusz i gorzki, albowiem wszystkie zarzuty podnoszone przez SKCGP dotyczące błędów w organizacji tego święta w ubiegłym roku można dziś powtórzyć. Ergo – tutejsi Polacy nie uczą się nawet na własnych błędach. Niektóre z negatywnych skutków tych błędów, które przewidywałem, stały się już rzeczywistością, reszta nie może się doczekać, by się sprawdzić.

Święto marnieje – Borynowy kur już nie zapieje
W roku 2013 na skierniewickim „Święcie Kwiatów” zabrakło niepozornego pana od lat handlującego tradycyjnymi, glinianymi gwizdawkami w kształcie kogucików, o wzorach pamiętających jeszcze czasy, kiedy to W. S. Reymont pisał „Chłopów”. Było coś magicznego w fakcie, że mimo upływu stuleci, na skierniewickim jarmarku wciąż udawało się sprawić dziecku zabawkę identyczną z tymi, jakimi radowali się  jego prapradziadowie, kiedy byli w tym samym wieku. W zeszłym roku w felietonie pt: „Skierniewicki Jarmark” pisałem o ponurych przygodach wytwórcy kogucików z ratuszową pazernością. W tym roku opłaty za możliwość ustawienia straganu znów wzrosły. Widać pan od glinianych gwizdawek już tego nie wytrzymał i dał sobie spokój ze Skierniewicami i ich tradycją. Tym samym zadając kłam popularnemu wśród lokalnych włodarzy powiedzonku autorstwa Józefa Stalina iż „nie ma ludzi niezastąpionych”. Ludowego producenta glinianych kogucików nikt nie zastąpił. Być może gdyby ów spadkobierca całej dynastii wytwórców glinianych gwizdawek dla dzieci, załatwił sobie europejski certyfikat na kogucika w łowickie, czy tam lipieckie pasiaki malowanego, jako produkt regionalnej kultury i zlecił biurokratom z urzędu pracy napisanie unijnego biznesplanu, dumnie zwanego „projektem”, uprawniającego do otrzymania dofinansowania do swojej „misji”, to by przetrwał, a nawet otrzymał od samego prezydenta amnestię od opłat targowych, ale niestety on okazał się za mało postępowy, zbyt tradycyjny. Podobnie jak właścicielka znanej galerii obrazów naprzeciwko ratusza, przez prezydenta Trębskiego i jego zastępczynię Jabłońską zlikwidowanej w zeszłym roku.
A propos czy smakowała wam w tym roku najnowsza odmiana „skierlotki” zwana „jabłonnikiem z miętką”? Na mój gust nieco przesłodzona była, ale poza tym paluszki lizusować!

Baca już nie wraca
W tym roku udało mi się po raz ostatni spotkać autentycznego górala z Podhala, sprzedającego certyfikowane oscypki z owczego mleka. Pożalił się biedaczyna, że w porównaniu z zeszłym rokiem opłaty straganowe wzrosły w Skierniewicach dwukrotnie i że w tym roku po raz pierwszy nie udało mu się zarobić nawet na wydatki. Miał on wielki żal do Skierniewiczan o to, że o podwyżce stawek placowego powiedzieli mu dopiero na miejscu, kiedy już poniósł koszty przyjazdu i zakwaterowania. W internecie ostrzeżenia żadnego nie było, a do telefonicznego udzielania informacji nikt w ratuszu nie miał upoważnienia. Nawet rzecznik prasowy. Wyprzedawał się więc góral z ostatnich „łoscypków” tylko po to, żeby zminimalizować straty i mieć na bilet powrotny. To przykre kiedy organizatorzy stosują nieuczciwe pułapki ofsajdowe wobec ludzi tworzących pozytywną atmosferę ich święta. Kiedy władze prowadzą gospodarkę rabunkową - niszczącą delikatną sieć infrastruktury organizacyjnej budowaną i wypraktykowaną przez dziesięciolecia - tracą dobre imię i wiarygodność. Kiedy nie mają ani tego ani tego wydaje się im, że nic nie tracą.
W przyszłym roku Skierniewice już nie zobaczą prawdziwego bacy z Podhala. Może zastąpi go jakaś miejscowa „przedsiębiorcza baba z twarogiem” co się jej jeszcze chce pod Biedronką, albo Tesco bawić w chowanego ze strażą miejską? Tak czy siak, za rok nie będziemy mogli poznawać (przypomnieć sobie) smaku oryginalnych oscypków i odkrywać różnic z tymi podrabianymi z mleka UHT z przeterminowanego kartonika. Dla niektórych to niewielka strata.
Aż dziw, że się potem Skierniewiczanie dziwują, iż wszystkie sery w mieście smakują korniszonem, wszystkie wędliny parówką, wszystkie parówki kiełbasą wyborczą, a dziczyzny z „jelenia” można skosztować wyłącznie  na rykowisku w okolicy cmentarza przy kościele świętego Stanisława.

Na rany Jezusa z laserem w serduszku.
Najbardziej jednak boli to, że z uczestnictwa w imprezie całkowicie wycofali się prawdziwi artyści wystawiający malarstwo sztalugowe, szkicujący na żywo portreciści, uliczni grajkowie, a nawet wytwórcy szkła artystycznego. Ostało się zaledwie paru producentów ceramiki użytkowej i drewnianego sprzętu AGD, ale ich oferta zmalała co najmniej dwukrotnie w porównaniu z rokiem ubiegłym. Wtedy pisałem, że niebezpiecznym trendem w ewolucji ( „rozwoju”- niezbyt tu pasuje) Skierniewickiego Jarmarku jest zmniejszająca się z roku na rok liczba wystawiających swoje prace, oryginalnych artystów i twórców rękodzieła. W tym roku nie było ich prawie w ogóle. Naliczyłem wszystkiego może z 5 stanowisk. Szkoda, bo bez nich niemożliwe jest zbudowanie atmosfery barwnej różnorodności i tak pożądanego bogactwa dóbr wszelakich... Migający światełkami lunapark ich nie zastąpi. Zresztą i w lunaparkach nie działo się najlepiej. Jeden o mało się nie zawalił, dzieciom prosto na głowę. Ciekawe czy gazety lokalne coś więcej o tym napiszą? 
Jedynym straganem, który oparł się kryzysowi w gospodarce i niekorzystnym trendom związanym z podwyżkami placowego był biznes pewnego rumuńskiego cygana, który sprzedawał seryjnej produkcji lanszafty o tęczowej  kolorystyce zatytułowane: „Jelenie na rykowisku” i „Rykowisko bez jelenia”, oraz ikony w stylu „Jezus Maria z laserem w serduszku”, „Matka Boska Częstochowska z lampkami”, albo „Uśmiechnięty JP2 na łąckiej łączce pod sosenką”, ale i do niego przyjdzie w końcu bieda, bo już większego kiczu nie sprzeda.

Gameboy dla radnego
Chyba, żeby nasz genialny prezydent znów coś wymyślił, z czymś wyskoczył? Ale ten to raczej ma skłonność do kiczu kupowania... Oczywiście za nasze, podatników pieniądze. Żeby nie być gołosłownym i nie czepiać się wiąż tego samego „projektu rewitalizacji parku” już przysłowiowego, ostatnio na przykład prezydent zakupił tak zwane „tablety dla radnego” jako wyraz wdzięczności wobec komunalnych parlamentariuszy, którzy uchwalili mu w tym roku absolutorium. Ci co głosowali przeciw absolutorium – honorowo, trzeba przyznać - ogłosili, że dowodu wdzięczności nie przyjmują. Sobie podobno zakupił nasz prezydent świecące rogi i czarodziejską różdżkę błyskającą światłowodowym blaskiem. Przydadzą się w nadchodzącej kampanii wyborczej do samorządu. Żeby tylko ich baterie wytrzymały.
Co z tego, że użyteczność zakupionych przez prezydenta tableto-gadżetów jak i ich wartość są na poziomie gameboy'a? Ważne żeby migotało dużo kolorowych światełek i wypiskiwały się skoczne melodyjki. To na prawdę genialny prezent dla rajców zagubionych w tonach papieru, znużonych ciągłą troską o grosz publiczny  - w sam raz na niekończące się miejskiej rady posiedzenia.


środa, 24 października 2012

Skierniewickie Targi Rolno Przemysłowe




Wielka Wystawa w Londyńskim Hyde Parku zorganizowana w 1851 roku w celu zademonstrowania potęgi i prężności gospodarczej Brytyjskiego Imperium, trwała ponad 5 miesięcy. Podziwiało ją ok. 6 milionów ludzi. Wystawiono 100 tys. eksponatów, od  wielkoprzemysłowych maszyn parowych, maszyn rolniczych, po egzotyczne kwiaty,  drzewa i krzewy ozdobne. Sukces tej imprezy sprawił, że od tamtych czasów docenia się rolę okresowych ekspozycji dorobku gospodarki dla jej dalszego rozwoju. Oprócz imprez na skalę światową (słynne EXPO) organizuje się coraz więcej wystaw regionalnych. Szczególnie w Wielkiej Brytanii są one popularne. Nie ma chyba hrabstwa (powiatu), który by nie szczycił się swoim małym EXPO. Do ich potrzeb przystosowuje się obiekty normalnie służące innym celom, zagospodarowuje sale gimnastyczne, baseny, hale magazynowe, dyskotekowe, muzealne, a nawet hotelowe foyer itd. W Europie kontynentalnej dla odmiany rozwinęły się wyspecjalizowane obszary zabudowane obiektami służącymi wyłącznie celom wystawienniczym. Położonymi najbliżej Skierniewic przykładami mogą tu być Targi Lipskie, Poznańskie i Brneńskie.

Jaką drogę wybrać
W artykule pt: „Skierniewicka Polagra” wspomniałem już, że wadą obszarów wyspecjalizowanych jest ich bezproduktywne odłogowanie w przerwach między imprezami. Znakomicie podraża to koszty, co zmusza do szukania na siłę możliwości wydłużenia sezonu wystawienniczego czy wprowadzanie, w martwych okresach, jakichś zagospodarowań zastępczych. Doświadczenia Poznania, a nawet Lipska wskazują, że efekty takich działań są nie w pełni zadowalające. Co prawda przez lata udało się tam wypracować bogaty kalendarz specjalistycznych imprez, ale  tych  rozwiązań nie da się mechanicznie przeszczepić w inne miejsce. Natomiast doświadczenia brytyjskie mogą być bardzo cenne dla organizatorów „Skierniewickiego EXPO”.
Głównym skutkiem lokalnych wystaw rolno-przemysłowych w Wielkiej Brytanii jest powszechne oswajanie i  przyspieszone wdrażanie nowoczesnych technologii w lokalnych społecznościach. Najbardziej sprawdza się to w rolnictwie, ogrodnictwie i w dziedzinie oszczędzania energii oraz powszechnego wykorzystania jej odnawialnych źródeł. 
  
Właściwie to Skierniewice już wybrały
Skierniewickie władze wybrały model brytyjski, chociaż jeszcze nie w pełni to sobie uświadamiają. W istniejących warunkach jest to dobry wybór.  Świetnie sprawdza się ekspozycja owocowo-warzywna w hali i na terenie OSiR-u. Gdyby jeszcze, w tym samym duchu, zagospodarować tereny Instytutu Ogrodnictwa leżące po przeciwnej stronie ulicy Pomologicznej oraz na czas imprezy włączyć w to przyległy teren Zespołu Szkół Zawodowych  nr 2, popularnie zwany „Mechanikiem” wraz z jego salą gimnastyczną, mielibyśmy zalążek przyszłego EXPO. Stąd już tylko żabi skok po przekątnej przez Skwer Inwalidów Wojennych, do nowoczesnej sali gimnastycznej znajdującej się na terenie Liceum Ogólnokształcącego im. B. Prusa. Stamtąd, przez niedawno odrestaurowaną, zabytkową bramę wprost do muszli koncertowej położonej w samym centrum „Parku Prymasowskiego”, przecinając po drodze przestronny „ Słoneczny Bulwar” właśnie realizowany wzdłuż ulicy Sienkiewicza, systemem ”Buduj i Projektuj”. Co? Że niby nie realizowany, bo nie ma go w projekcie? W jakim projekcie? Przecież atutem systemu „Buduj i Projektuj” jest to, że projektu nie ma. On dopiero powstaje w trakcie realizacji, co jak zapewnia w imieniu prezydenta, wiceprezydent Łyżeń, ułatwia pokonywanie biurokratycznych przeszkód oraz kwalifikowanie jego kosztów.  

Prawie gotowe pasaże wystawiennicze
Kiedy na planie miasta wytyczymy linię (nieomal) prostą, łączącą halę OSiR-u z muszlą koncertową, otrzymamy ok 700 metrowej długości trakt, wspaniale nadający się na profesjonalny pasaż wystawienniczy. Do tego na wysokości „Carskich Wrót”, przecinać się on będzie z długim na 400 m „Słonecznym Bulwarem”, który podczas Skierniewickiego EXPO będzie mógł pełnić rolę drugiego ciągu wystawienniczego, o charakterze bardziej plenerowym.
Jak zapewne już zauważyli nasi czytelnicy, muszla koncertowa, obecnie odłogująca bezproduktywnie, ma dla takiego założenia znaczenie wręcz strategiczne. Przydałby się jakiś śmiały pomysł na tanie i sprytne zaadoptowanie tego gotowego kawałka solidnego betonu dla skierniewickiego EXPO, a w dni wolne od imprez, dla dobra zwykłych mieszkańców.
Skąd wziąć pomysł? Cóż... chyba wystarczy zorganizować konkurs dla studentów architektury, albo po prostu zapytać wybitnych architektów i urbanistów, których zatrudnia pan prezydent w miejskiej pracowni...
Trzeba się jednak spieszyć, ponieważ krążą słuchy, że jacyś barbarzyńcy chcą muszlę koncertową zburzyć, a potem jeszcze wykarczować i zatrzeć wszelkie po niej ślady. No, ale póki jeszcze do tego nie doszło sytuację można uratować... Zwłaszcza, że szczęśliwie dysponujemy słynącym z elastyczności systemem „Buduj i Projektuj”. 

Ruszmy wyobraźnią
Wszystko co opowiedziałem do tej pory, to wbrew pozorom, nie futurystyczne fantazje (o których napiszę w następnych felietonach),  lecz całkiem realne cele, możliwe do osiągnięcia w ramach posiadanych środków. System „Buduj i Projektuj” jest tak elastyczny i daje tak wielkie możliwości, że nawet jeśli podczas przetargu na zagospodarowanie Parku Prymasowskiego nie istniał jeszcze pomysł na realizację „Słonecznego Bulwaru” (a nie istniał!), to przecież nic nie stoi na przeszkodzie żeby go natychmiast wdrożyć.
Pomyślmy tylko, w centrum miasta, na odcinku zaledwie 700 m już posiadamy aż trzy gotowe do użytku hale gimnastyczne, wraz z całą masą przyległych budynków wymagających tylko niewielkiego przystosowania do celów wystawienniczych. Mamy też kilka hektarów wolnej przestrzeni nadającej się do celowej aranżacji oraz połówkę betonowego bunkra w sercu parku, który mógłby posłużyć na przykład za fundament ogrodu zimowego, lub egzotycznej aranżacji wewnątrz oranżerii, czy palmiarni. Wzdłuż ulicy Sienkiewicza właśnie realizujemy „Słoneczny Bulwar”, który  podczas EXPO stanie się reprezentacyjną wizytówką od strony dworca PKP, wprowadzającą przyjeżdżających koleją gości na tereny wystawiennicze.  Po imprezie „Słoneczny Bulwar” jak i ogród zimowy z pewnością będą dobrze służyły mieszkańcom i ich dzieciom do codziennych spacerów. Sądzę, że takie zagospodarowanie, swoim pięknem, ma szansę przyćmić nawet niedawno zrealizowany skwer naprzeciwko dworca PKP. 

wtorek, 9 października 2012

Święto Kwiatów nie lubi Skierniewickiego Parku

Dobrze, że organizatorzy Skierniewickiego Święta Kwiatów Owoców i Warzyw przynajmniej w internecie publikują mapkę centrum miasta z zaznaczonym obszarem, na którym odbywa się ta szacowna, posiadająca już 35 letnią tradycję impreza. Przyglądając się mapce uważnie, już na wstępie, rzuca się w oczy fakt sporego oddalenia terenów wyznaczonych dla imprezy od dworca PKP. Czyżby organizatorom nie zależało na wygodzie gości przybywających koleją? Dlaczego nawet jeśli goście nie zabłądzą, muszą zwiedzić pół kilometra niezbyt reprezentacyjnych, do tego opustoszałych w tym czasie ulic, zanim w końcu natkną się na pierwsze stragany skierniewickiego festynu? 



piątek, 28 września 2012

Święto Kwiatów Owoców i Warzyw – Więcej rezerw




Zagospodarowanie rezerw prostych, poza podniesieniem rangi i skali imprezy, nieuchronnie doprowadzi do ostrej ekspozycji tzw „wąskich gardeł”. Dopóki Skierniewickie Święto Kwiatów Owoców i Warzyw jest imprezą o randze lokalnego jarmarku, problemy te nie dla wszystkich są oczywiste, jednak w miarę wzrostu liczby uczestników i odwiedzających z pewnością staną się dokuczliwe.

Wąskie gardło komunikacji

Dla przykładu weźmy problem wygodnego dojazdu i parkowania przyjezdnych gości. Z jednej strony 

czwartek, 27 września 2012

Święto Kwiatów Owoców i Warzyw - Wizytówka Skierniewic



W pierwszym felietonie tego cyklu stwierdziłem, że Skierniewickie Święto Kwiatów, Owoców i Warzyw ma potencjał rozwojowy. A skoro potencjał istnieje, to można go wykorzystać. A jeśli można to trzeba. Pozostaje pytanie jak to zrobić?


Co to są rezerwy proste ?

Nie podlega dyskusji, że sporo niewykorzystanych możliwości jest w tak zwanych rezerwach prostych.

poniedziałek, 24 września 2012

Organizacja Dni Skierniewic – Sprzątanie po




Tydzień po Skierniewickim Święcie Kwiatów Owoców i Warzyw, w lokalnej prasie i na oficjalnych witrynach internetowych, pojawiły się pozbawione jakiegokolwiek komentarza fotograficzne impresje. Nawet zdjęcia są nieopisane. Na piśmie pojawiły się tylko sztampowe  narzekania utrzymane w konwencji dystansująco-moralizatorskiej, ograniczające się  do dostrzeżenia nieporządku zastanego dnia następnego na ulicach.
Eureka! A bo to wszędzie pełno tłuczonego szkła. Fuj! Cuchnących odpadków żywnościowych, brudnych, plastikowych jednorazówek, papierów, plam po rozlanych cieczach, bliżej nieokreślonych substancji stałych pochodzenia organicznego, rozdeptanych wymiocin, dowodów nietrzymania moczu przez niektórych uczestników itp.

czwartek, 20 września 2012

Organizacja Dni Skierniewic




W poprzednich odcinkach obiecałem ocenić organizację tegorocznych Dni Skierniewic. Ale jakoś nie przystoi kopać leżącego. Czasem jednak, w ściśle określonych okolicznościach, zdarza mi się zastosować tzw:

Kopnięcie diagnostyczno-reanimacyjne

Kiedy, na przykład, na chodniku

poniedziałek, 17 września 2012

Święto krzaków


Skierniewickie Święto Kwiatów, Owoców i Warzyw, potocznie zwane „Świętem Krzaków” z pewnością ma potencjał. Co prawda, wykorzystany w niewielkim stopniu, no ale przynajmniej jest od czego zacząć. Jego tegoroczna, rocznicowa XXXV odsłona, wyglądała przygnębiająco i siermiężnie. Zwłaszcza w kontekście wysiłków władz municypalnych, przez wiele lat megalomańsko rozbudzających w mieszkańcach aspiracje lokalno-patriotyczne.


Sny o potędze

Był czas kiedy usiłowano nadać tej uroczystości rangę ogólnokrajową. Dziś podobnie uwodzi się wyobraźnię Skierniewiczan wizją uzyskania statusu uzdrowiska.